Uszkodzenie opony w czasie stosunkowo szybkiej jazdy należy do przeżyć nieprzyjemnych i bardzo niebezpiecznych. Jak to jest przy ok. 80 km/h w typowym małym samochodzie z napędem na przednią oś?
Jadę dwupasmowym odcinkiem trasy nr 8 niedaleko Warszawy kiedy nagle rozlega się huk, a auto natychmiast „chce” mocno skręcić. Wrażenie jakby ktoś chciał siłą wymusić inny kierunek jazdy, np. pijany pasażer czy zdeterminowany instruktor jazdy w czasie kursu nauki jazdy. Mimo chwilowego przerażenia odruchowo z całej siły trzymam kierownicę, którą „automatycznie” skręciłem o kilkadziesiąt stopni aby wyprostować kierunek jazdy. Dobrze, że nie zdążyłem się jeszcze rozpędzić po ostatnim ograniczeniu prędkości i jechałem zaledwie 80 km/h na odcinku gdzie dozwolone było 100 km/h (dwa pasy ruchu w jedną stronę).

Auto z rozerwaną oponą zachowuje się nieprzewidywalnie (fot. Robert I Bielecki).
Walka z pojazdem
Mimo że auto (Fiat Panda) wyposażone było we wspomaganie układu kierowniczego, to utrzymanie kierownicy i skontrowanie wymagało użycia bardzo dużej siły fizycznej przedramion i mocnego zacisku dłoni. Wszystko wykonuje się błyskawicznie, intuicyjnie. Zanim zdąży się pomyśleć, jest już prawie po wszystkim. To przypomina ćwiczenie na szarpaku, znane z niektórych kursów doskonalenia techniki prowadzenia, wykonywane na nagłe żądanie w nieoznakowanym miejscu. Poza tym przy 80 km/h „rzuca” o wiele mocniej niż na ćwiczeniach na torze (na szarpaku zwykle jest to do 50 km/h). Bardzo ważna okazała się właściwa pozycja za kierownicą – im gorsza pozycja tym dłuższy czas reakcji i większe zniszczenia.

Z pękniętej opony powietrze uchodzi błyskawicznie (fot. Robert I. Bielecki).
Decydują ułamki sekund
O ile w przypadku zwykłego przebicia opony powietrze uchodzi przez kilkaset metrów do kilku kilometrów, to w razie nagłego uszkodzenia opony, np. o metalowy przedmiot na jezdni, albo na skutek przestrzelenia jej przez terrorystę, wszystko dzieje się w przeciągu ułamku sekundy. Jeśli zdarzy się to na pustej drodze, to mamy więcej czasu na wykonanie manewru, ale gorzej jeśli z naprzeciwka będzie jechał inny pojazd, a nasza reakcja będzie spóźniona. Jeśli uszkodzone zostanie lewe przednie koło, to w momencie huku auto będzie bardzo mocno ściągać na lewo, czyli na czołówkę. Z kolei prawy kapeć „ciągnie” w prawo, na drzewo albo do rowu.

Warto uważać na leżące na drodze przedmioty - łatwo uszkodzić o nie samochód (fot. Robert I. Bielecki).
Opanowanie sytuacji
Miałem szczęście w nieszczęściu jechania po drodze dwupasmowej. Wprawdzie odruchowo utrzymałem auto w swoim pasie ruchu, trzymając kierownicę skręconą w lewo o kilkadziesiąt stopni aby nie uderzyć w auto jadące obok, ale „przesunąłem się” aż o blisko 1 m. W oczach jadących obok widziałem przerażenie. Nie ma się co dziwić – usłyszeli strzał, a po chwili wydawać się mogło że inny samochód chce staranować ich nowiutki nabytek. Powoli wytracałem prędkość i delikatnie hamowałem, ponieważ jakiekolwiek mocniejsze hamowanie wyprowadzało auto z równowagi. Kierowca jadący za mną, który widział całe zdarzenie, opowiadał że auto nagle skręciło jakby miało uderzyć w pojazd jadący obok i szybko zwolniło, tak że sam o mało co nie najechał na tył Pandy.
Oględziny ogumienia, a po chwili miejsca zdarzenia wykazały, że oponę rozerwała metalowa część przypuszczalnie zgubiona przez ciężarówkę, duży pick-up albo ciężką przyczepę. Dobrze, że jedynie „drasnęła” oponę i nie uszkodziła np. układu hamulcowego. W drodze na miejsce awarii (zaledwie kilkaset metrów) widzę jak kolejny kierowca uszkadza oponę o złom, na szczęście obok niego nie ma innych pojazdów i zdaję sobie sprawę jak niebezpieczne to miejsce. Oczywiście usuwam szrot z jezdni aby w tym miejscu nie doszło do tragedii.